Czy rząd powinien wtrącać się do moich wakacji?

Zagraniczny urlop jest stresujący i drogi - tak przynajmniej swoim podatnikom wmawia brytyjski rząd, zachęcając do spędzenia wakacji w kraju. Tylko czy taka kampania ma sens?

Akcja promująca krajowy urlop kosztowała cztery miliony funtów, co jest kwotą bez precedensu. Rząd UK celuje prawdopodobnie w turystyczny rekord - w tym roku odbędą się tu Igrzyska, zaś cały kraj obchodzić będzie 60 rocznicę panowania Elżbiety II. Dobra okazja, aby budować narodową dumę wokół atrakcji turystycznych kraju.

Na potrzeby kampanii uknuto termin "staycation", określający udane wakacje na miejscu. Powstały m.in. takie filmy:



Wygląda na to, że kampania kierowana jest do starszego odbiorcy - być może takiego, który od dawna nie ruszał się z domu. Młodzi i tak prawdopodobnie wyjadą gdzieś dalej. Zajmujące się turystyką stowarzyszenie ABTA opublikowało właśnie wyniki badań, w których mieszkańcy kraju mieli okazję ocenić kampanię.

Odbiorcy są na "nie"

Niemal dwie trzecie pytanych uznało, że rząd nie powinien za publiczne pieniądze wpływać na sposób spędzania urlopu. Jedynie 21% badanych poparło akcję. Reszta nie miała zdania.

Jeszcze bardziej radykalne były panie, które - wedle wcześniejszych badań - mają na Wyspach decydujące zdanie w sprawie wakacji. Aż 71% z nich skrytykowało kampanię (wśród panów liczba ta wynosiła 59%).

Ogólnie tylko 4% pytanych przyznało, że akcje organizowane przez rząd mogą mieć wpływ na decyzje dotyczące urlopu. W tym zestawieniu wygrała rodzina i znajomi - z ich rekomendacji korzysta aż 45% badanych.

To się może nie opłacać

W komentarzu do wyników badań Mark Tanzer z ABTA zastanawia się, czy zachęcanie do pozostania w kraju jest ekonomicznie uzasadnione: - Paradoksalnie wyjazdy zagraniczne mogą pobudzać gospodarkę, wpływając choćby na tworzenie nowych miejsc pracy - mówi. W badaniach przeprowadzonych przez ABTA w 2011 roku okazało się, że Brytyjczycy, przygotowując się do wyjazdu za granicę, wydają spore pieniądze w kraju.

W dziesiątkę trafiła Amanda Wills z Virgin Holidays: - Samodzielny wybór miejsca wypoczynku jest dziś jedną z niewielu prawdziwych przyjemności Brytyjczyków. Osłabia również branżę turystyczną, zapewniającą kasie państwa miliony funtów rocznie - podkreśla.

A w Polsce?

Podejrzewam, że podobne wyniki badań mielibyśmy w Polsce, gdyby nasz rząd zdecydował się reklamować w tym roku wakacje w kraju. To nie ma sensu - decyzje o sposobie spędzania urlopu zapadają zupełnie w innym czasie i miejscu. Co więcej, dla wielu z nas możliwość chwilowego oddalenia się od krajowej rzeczywistości działa profilaktycznie. Dlatego warto czerpać naukę z ostatniego doświadczenia brytyjskich władz.
Trwa ładowanie komentarzy...